piątek, 20 kwietnia 2012

1% = 100 % Biniaszkowej rehabilitacji

To już ostatnie 11 dni na rozliczenie podatku dochodowego za rok 2011, dlatego kolejny raz zwracamy się do Was o z prośbą o przekazanie 1% podatku naszemu synkowi. 
Gabryś od urodzenia choruje na mózgowe porażenie dziecięce, to nieuleczalna choroba i tylko intensywna i regularna rehabilitacja daje Gabrysiowi szansę na poprawę jego funkcjonowania.  
Pragniemy zrobić wszystko co tylko jest możliwe by nasz synek był jak najbardziej sprawny, ale możemy to osiągnąć tylko poprzez intensywną rehabilitację. Niestety jest ona bardzo kosztowna, rocznie to kwota rzędu minimum 30.000 zł. Rehabilitacja metodą NDT Bobath, terapia logopedyczna, terapia widzenia, integracja sensoryczna, zajęcia pedagogiczne, terapia ręki, integracja odruchów – to tylko część z zajęć na jakie uczęszczamy z naszym dzieckiem, są one niezbędne w pracy z Gabrysiem a niestety NFZ ich nie dofinansowuje. 
Jako rodzice chcemy dać naszemu dziecku szansę na lepsze życie, jednak sami nie jesteśmy w stanie sprostać kosztom wszystkich potrzeb związanych z leczeniem i rehabilitacją. Dlatego zwracamy się do wszystkich  z prośbą o przekazanie naszemu synkowi 1% swojego podatku. 

Aby przekazać Gabrysiowi 1% podatku wystarczy wypełnić swój PIT jak poniżej:
wpisując numer KRS: 0000037904
koniecznie wypełniając rubrykę cel szczegółowy 1% (tylko wtedy wasz 1 % zostanie zaksięgowany na koncie Gabrysia) - 3829 GABRIEL MIŁKOWSKI


DZIĘKUJĘ !!!


niedziela, 8 kwietnia 2012

Wesołych świąt :)

Wesołych świąt :)


Z okazji świąt wielkanocnych życzymy
miłości, która jest ważniejsza od wszystkich dóbr
Zdrowia, które pozwoli przetrwać najgorsze
Uśmiechów bliskich i nieznajomych,
które pozwalają lżej oddychać
i szczęścia które nie raz ocala nasze życie

Dziękujemy za wasze uśmiechy
Wesołych świąt
życzy
Gabryś z rodzicami

poniedziałek, 12 marca 2012

Gorset zdaje swój pierwszy egzamin ?!

Po długiej przerwie z radością ruszyliśmy na ćwiczenia.  Wiem, że pomimo naszych  - czyli moich i Roberta - wszelkich starań, ćwiczenia z nami nigdy nie zastąpią Biniaszkowi tych z wykwalifikowanym terapeutą. Jadąc na zajęcia zastanawiałam się, co powiedzą Gabrysiowe ciocie o naszych gorsetowych poczynaniach, czy zauważą jakieś zmiany... Liczyłam też na jakieś podpowiedzi - może coś źle robię, zawsze warto skonsultować się z kimś mądrzejszym od siebie. W każdym razie gorset po raz pierwszy miał okazję "zetknąć się" z pozadomową rzeczywistością.
można powiedzieć że pierwszy egzamin zdany :)
Gdy już byliśmy na miejscu, rozebrałam Bisia z kurtki i butów i posadziłam go w fotelu, a ciocia Marta, wychodząc z sali, aż się zatrzymała, uważnie popatrzyła i powiedziała:
 - "Gabryś, jak ty super siedzisz..." 
Ciocia zdziwiona - to chyba dobrze, bo to komplement nie tylko dla zgrabności Gabrysia, ale także pierwszy plus koncie gorsetu. 
Z jeszcze większą nadzieją wchodziliśmy na salę - skoro zmiana zauważalna jest na pierwszy rzut oka. I nie rozczarowałam się, ciocia Marta również była pod wrażeniem, od razu powiedziała, że przede wszystkim zmieniła się stabilizacja tułowia Gabrysia (to przy naszej skoliozie naprawdę bardzo dużo), a w ślad za nią  poprawiła się kontrola głowy. Samo funkcjonowanie w gorsecie nie jest łatwe, a co dopiero ćwiczenia, to już naprawdę wyższa szkoła jazdy. Gorset bardzo mocno spina ciało Gabrysia, w niektórych miejscach może go bardzo uwierać, dlatego to, co widać na zdjęciu świadczy o tym że warto było - po raz pierwszy. Siedzenie w prawidłowej pozycji w trakcie huśtania i do tego jeszcze gra w piłkę z ciocią - brawo Bisiaczku!
Jutro basen, do wody wprawdzie wchodzimy bez gorsetu, ale już po samym zachowaniu Gabrysia w basenie przekonamy się, jak na jego ciało (w tym również na mięśnie) działa gorset. Mam ogromną nadzieję, że poprawę funkcjonowania będziemy zauważać również wtedy, gdy Gabryś porusza się bez niego.

Niedziela rano. Zajęcia na basenie to coś, co Binio uwielbia, i do tego jeszcze ciocia Asia poznana na ostatnim turnusie. Z radością jechaliśmy na Kabaty, szczególnie ten, który za chwilę miał wskoczyć do wody. Po drodze jeszcze tylko mały napadzik, przecież padaczka nie musi pukać i pytać, czy jesteśmy gotowi... w głowie od razu zaświtało, że pewnie prześpimy zajęcia - taki mały skutek uboczny napadów. I wcale się nie pomyliłam - przecież to takie męskie zasnąć w towarzystwie trzech fajnych kobiet. Ciocie dwoiły się i troiły, żeby Gabryś choć na chwilę otworzył oczy, ale on nie był zainteresowany. Ciepła woda delikatnie pluska po jego ciałku i wokół damskie miłe głosy - nic, tylko strzelić sobie drzemkę. Ciocie próbowały wszystkiego : pływania na brzuchu, na plecach, na boku, pływania z uruchomieniem rąk i nóg... Ale Gabryś wciąż nie wykazywał chęci współpracy. Ciocia Asia już przywykła, Gabryś w Dąbkach nie raz jej pokazał, że jeśli jest zmęczony, to po prostu idzie spać. 
Trzeba mieć anielską cierpliwość do takiego śpiocha.  
W końcu usłyszałam: "Gabryś, jakie ty masz śliczne oczy" - a jednak udało się go zbudzić choć na 10 minut terapii. Nie minęło 5 minut kiedy ciocia Asia zapytała: "co zrobiliście Gabrysiowi?". Po krótkiej wymianie poglądów okazało się, że nie tylko ja zauważyłam tę zmianę. Gabryś zrobił się dużo aktywniejszy, i to nie tylko w kwestii ruchu kręgosłupa, ale i całego ciała, nawet wtedy - a może szczególnie wtedy - gdy zdejmowaliśmy gorset. Od turnusu w Dąbkach minęło ledwie półtora miesiąca, więc ciocia na pewno dobrze pamięta Biśkowe możliwości. A tu zauważalna zmiana - super, bo to znaczy, że podjeliśmy właściwą decyzję. 

środa, 29 lutego 2012

Gorset


Decyzja o zakupieniu gorsetu bądź kombinezonu, który ustabilizuje kręgosłup Bisia wisiała w powietrzu od kilku miesięcy. 
Gabryś już kilka tygodni po przyjściu na świat układał się w "odwrotne C" i dlatego od samego początku rehabilitacji walczyliśmy z asymetrią ułożeniową. Dzięki szybkiemu rozpoczęciu procesu rehabilitacji i wprowadzeniu właściwej pielęgnacji, bardzo szybko udało nam się zmniejszyć różnicę pomiędzy prawą a lewą stroną kręgosłupa Gabrysia, a on uczył się korzystać ze nich równomiernie.  
Po kilku latach problem wrócił...
Na skutek silnych napadów padaczkowych, w czasie których kręgosłup Gabrysia w bardzo silnym napięciu skręcał się lewostronnie, powstała skolioza, która z miesiąca na miesiąc pogłębiała się coraz bardziej. Sama rehabilitacja w tym przypadku nie wystarczała, dlatego zaczęliśmy szukać czegoś, co dodatkowo pomoże Gabrysiowi. Dzięki podpowiedzi Pani Marty (naszej rehabilitatnki), trafiliśmy na gorset SPINECOR. "Gorset SpineCor jest pierwszym i jedynym prawdziwie dynamicznym gorsetem, który umożliwia progresywną korekcję skoliozy idiopatycznej. Zabezpiecza prawidłową ruchomość i wzrost kręgosłupa oraz pozwala na normalną codzienną aktywność. Jest łatwy i wygodny w noszeniu pod ubraniem." - zaczerpnięte ze strony internetowej firmy Maxmed z Łodzi. 
Na 20 lutego wyznaczono nam termin pierwszej wizyty u lekarza rehabilitacji współpracującego z firmą Maxmed. Do Łodzi wybraliśmy się z dużym zainteresowaniem, ale też z wieloma obawami: jaki będzie ten gorset, jak Gabryś będzie znosił nowe wdzianko?  Ale przede wszystkim: czy mu pomoże? Bardzo ważne dla mnie było to, że przed zakupem musieliśmy zrobić prześwietlenie - dawało mi to trochę poczucie bezpieczeństwa, że będziemy leczyć schorzenie potwierdzone konkretnym badaniem. Dziecko w takim gorsecie spędza prawie całą dobę (około 20 godzin), dlatego dokładne badania były dla nas tak ważne.  
a to już po pierwszej domowej przymiarce :)
Dopasowanie gorsetu do Gabrysia, właściwe ustawienie podpięć fachowcom zajęło dosłownie chwilę. Ja jednak poprosiłam o powtórkę... od jutra mamy robić to sami, napy, taśmy, rzepy, właściwe ustawienie kręgosłupa, przecież nie będziemy z każdym pytaniem jeździć do Łodzi. Od razu zauważyłam, że gorset bardzo utrudnia Gabrysiowi przyjęcie pozycji siedzącej jak również utrzymanie się w niej (zawsze gdy kupujemy jakiś nowy sprzęt usprawniający dla Gabrysia, próbuję wyobrazić sobie moje funkcjonowanie w danej rzeczy - w czymś takim nie chciałabym chodzić, szczególnie, że na pierwszy rzut oka mocno krępowało ruchy Gabrysia). Przeraziłam się, bo nie wyglądało to na coś wygodnego, jednak do Łodzi jechaliśmy z nastawieniem, że nasza decyzja zależna będzie od opinii lekarza. A ponieważ pani doktor utwierdziła nas w potrzebie zakupu gorsetu, pozostało nam już tylko sfinalizować transakcję.
I wracać do domu...  Szybko powiedziałam Robertowi: "to ja będę jechać do Warszawy" - z zasady takie obowiązki jak prowadzenie samochodu zawsze zrzucam na niego, ale w tym momencie miałam duże obawy co do naszego powrotu do domu. W myślach widziałam Gabrysia jęczącego całą drogę z powodu "tego czegoś", co zdecydowanie ograniczyło jego wolność, dlatego wybrałam wygodniejszą opcję - tak mi się tylko wydawało. Nie wiem, co tak bardzo uszczęśliwiło Binia - może wspólna podróż z tatusiem na tylnej kanapie, a może sama jego obecność (zwykle podróżuje tylko ze mną i znam jego możliwości), w każdym razie powrót do domu przebiegał bez zarzutów i sam gorset nie dał nam się we znaki.
Następnego dnia nie było już tak łatwo, sama musiałam się zmierzyć z nowym zakupem. Trochę drżącymi rękami spinałam napy, po głowie wciąż chodziło pytanie - czy warto było?
Był to dla nas ogromny test. Decyzja była bardzo trudna, bo wiązała się z dużym wydatkiem finansowym, dodatkowo pociągnęła za sobą konsekwencje dla nas najgorsze z możliwych. Jeszcze w tym samym tygodniu musieliśmy całkowicie zawiesić rehabilitację Gabrysia, z przykrością wykonywałam telefony do ELFa i ABC. 


Niestety, w naszym życiu często musimy podejmować tak trudne decyzje. Zawsze podejmujemy je w dobrej wierze, że to, co wybieramy, pomoże Biniaszkowi. I tak było tym razem - pozostało nam liczyć na to, że gorset przyniesie oczekiwany efekt i szybko uda nam się wrócić na rehabilitację, która szczególnie teraz jest bardzo ważna. 

czwartek, 2 lutego 2012

Po turnusowe wspomnienia :)

część II

Bal

Karnawał to fantastyczny czas - czas zabaw - i doskonała okazja do organizacji balów dla dzieci. W niedzielę wieczorem, po ćwiczeniach, ciocie zaprosiły wszystkie dzieci i ich rodziców na bal przebierańców. To już taka turnusowa tradycja, że w połowie turnusu  ciocie zawsze przygotowują dzieciom niespodziankę. Tak było i tym razem.
Wieczorem do specjalnie udekorowanej sali przybyły dzieci w pomysłowych i zabawnych strojach. Widać było, że rodzice bardzo się napracowali, przygotowując przebrania dzieciom, ale na pewno sprawiło im to ogromną radość.  Wszystkie dzieci wyglądały wyjątkowo, pomysłów na stroje było mnóstwo, przy czym każdy z nich był oryginalny.  Na balu pojawiło się kilka księżniczek, dwóch spidermanów, cudowne czarownice, zwierzątka...  
Gabryś był gwiazdą rocka, a mama nie musiała się przebierać - jak zawsze była jego managerką.
Tego wieczoru na dzieci czekało specjalne przedstawienie muzyczne. Nasze ciocie w specjalnych strojach, radośnie tańcząc i gestykulując, wykonywały nasze ukochane piosenki. 
Spośród "Fasolkowych" przebojów zaśpiewały "Krasnoludki", "Kaczkę Dziwaczkę" czy "Puszka Okruszka".
Nie zabrakło również uwielbianego przez Gabrysia „Mydła.” 

Każdy wykonany utwór miał przygotowany specjalny układ choreograficzny. Radość i entuzjazm naszych "śpiewaczek" udzielił się wszystkim dzieciom, a także rodzicom. Mimo, że dla wszystkich był to dzień zwykłej pracy, po którym miał nastąpić kolejny - również wypełniony zajęciami, panowała wyjątkowa atmosfera. Podczas ponadgodzinnej zabawy nie było ani chwili na nudę, wszyscy tańczyli. Gabryś również świetnie się bawił, cały wieczór "tańczył" w swoim wózku za sprawą cioci Gabrysi, która porwała go na cały bal. 

Bal możemy zaliczyć do bardzo udanych :)

P.S. Kochane ciocie, byłyście tak niesamowite, że powinnyście pomyśleć o stworzeniu jakiegoś zespołu na stałe - w końcu emerytura od 67... 
Na przyszłość będzie jak znalazł.  
A i jeszcze jedno - posiadam nagrania z tych występów  i nie zawaham się ich użyć...


Następnego dnia ciężko było wstać....Myślę, że nie tylko Gabrysiowi....
godz. 9.05 - za 10 minut rehabilitacja...
a to już dokładnie 10 minut później, 
W takich chwilach zawsze zastanawiam się, co zrobić, może odpuścić Gabrysiowi? Przecież cały czas tak ciężko pracuje... Niestety tym razem nic nie udało się wykombinować, nikt nie mógł się zamienić, a pani Ania nie miała żadnej luki w grafiku, żebyśmy mogli odpracować te zajęcia. Pozostało więc albo zbudzić dziecko, albo pozwolić mu spać... Wybrałam pierwszą możliwość, zawinęłam śpiocha w koc i ubranego w piżamę, bez śniadania, zaniosłam do cioci. A co - niech ona się martwi ;). Okazało się, że piżama i głód nie są przeciwwskazaniem do terapii. Gabryś wprawił ciocię w zachwyt swoją ogromną chęcią współpracy. Były to jedne z tych zajęć, na których Gabryś podczas turnusu wykazał największą aktywność. 

Wielką radość sprawiają Gabrysiowi zajęcia integracji sensorycznej i polisensorycznej. Integracja sensoryczna inaczej nazywana jest terapią naukowej zabawy, nic więc dziwnego w tym, że dzieci ją lubią. W trakcie terapii dziecko wykonuje ruchy i ćwiczenia,  które poprawiają jakość odbierania i przesyłania bodźców, czyli  jakość funkcjonowania systemów sensorycznych. 
mamo czy mogłabyś nie zagadywać MOJEJ cioci

Zabawa "wszystkim i niczym" (bo jak inaczej można nazwać świąteczne świecidełka, ziarna, ryż, groch, fasolę itd.?) sprawia Gabrysiowi ogromną radość. W fajnym towarzystwie Binio chętnie zatrzymuje wzrok na prezentowanych przedmiotach. Dotykanie, sprawdzanie, ugniatanie tego, co prezentuje terapeuta, zawsze jest przyjmowane z zaciekawieniem. Potrzeba setek powtórzeń połączonych z dokładnym określeniem  tego, co robimy. Ze względu na słaby Biniowy wzrok i brak - lub wyjątkową słabość - przekazu bodźców z jednej do drugiej półkuli mózgu, ważne jest zasypywanie Gabrysia tego rodzaju bodźcami zewnętrznymi, po to aby  wiedział, co będzie robił już po samej zapowiedzi terapeuty. 
mimo, że to terapia naukowej zabawy to naprawdę ciężka praca
łapiąc fasolę... chociaż wzrokiem
Na turnusie korzystaliśmy również z zajęć grupowych, były to muzykoterapia i zajęcia metodą Weroniki Sherborne. 
Muzykoterapia to jedna z form oddziaływania fizjoterapeutycznego na dziecko. Do elementów strukturalnych muzyki należą: melodia, rytm, tempo, barwa i inne. Te elementy mają duże znaczenie dla stymulowania funkcji psychomotorycznych. Małe dziecko charakteryzuje się naturalną wrażliwością na muzykę. Na zajęciach z muzykoterapii pracujemy nad koncentracją uwagi, orientacją przestrzenną. Dziecko uczy się pracy w grupie - czeka na swoją kolej, rozwija się społecznie, dzięki czemu w przyszłości będzie mu łatwiej nawiązywać kontakty. 

zabawa w pociąg

Metoda Ruchu Rozwijającego została opracowana przez fizjoterapeutkę Weronikę Sherborne. Głównym założeniem tej metody jest posługiwanie się ruchem jako narzędziem we wspomaganiu rozwoju psychoruchowego dziecka i w terapii zaburzeń rozwoju, dlatego na zajęciach w jednej grupie są dzieci o różnych schorzeniach oraz na innych etapach rozwoju psychomotorycznego. 
Celem używania tej metody jest rozwijanie przez ruch sprawności ruchowej,  świadomości własnego ciała, przestrzeni działania w niej, a także dzielenia przestrzeni z innymi ludźmi i nawiązywanie z nimi bliskiego kontaktu.
zawijanie naleśników to dobry sposób na szybka drzemkę :)
Wyjazd na turnus zimowy nad morze to nie lada gratka dla dziecka bardziej narażonego na częstsze łapanie infekcji czy z obniżoną odpornością. 
Gabryś z ciocią Anią i "prześmiewczą" Zosią na spacerku
Spacerki zdrowotne pozwalają zaczerpnąć ogromnych ilości jodu, szczególnie zimą. A zimą morze ma swój urok - plaże puste, można spacerować i cieszyć się ciszą. Jest zdecydowanie przyjemniej niż latem. 
na spacer zawsze znaleźliśmy krótką chwilę,  
Gabryś miał ogromny komfort spacerowania
Bardzo liczyliśmy na śnieg i mróz, takie zimowe morze bardzo lubimy. Niestety, śnieg nie opuszczał nas przez całą podróż - aż do województwa zachodniopomorskiego, a dalej... wiosna.
Śnieg pojawił się, jak zwykle, przewrotnie... czyli wtedy, gdy wyjeżdżaliśmy do domu.


Na koniec turnusu dzieci dostały zasłużone dyplomy.
Jednak najbardziej cieszył je zbliżający się powrót do domu.

Hahaha... nareszcie :) marzy mi się odpoczynek
Kochane ciocie dziękujemy! I z niecierpliwością czekamy na kolejny turnus :)

niedziela, 29 stycznia 2012

Po turnusowe wspomnienia :)


Niestety wszystko, co dobre, szybko się kończy i tak też było tym razem, dziesięć dni minęło w ekspresowym tempie...To był nasz trzeci turnus z Elfem, dodam, że jak zawsze wspaniale zorganizowany i całkowicie spełniający nasze oczekiwania. Znów przekonaliśmy się, co znaczy kompleksowa i intensywna rehabilitacja, oraz  jak wiele dzięki niej Gabryś zyskuje. W ciągu dziesięciu dni odbyliśmy około 50 różnorodnych terapii. W naszym grafiku mieliśmy: rehabilitację ruchową, integrację sensoryczną i polisensoryczną, terapię ręki, zajęcia neurologopedyczne,  ćwiczenia w basenie (terapia Hallwick), muzykoterapię oraz terapię grupową z elementami metody Weroniki Sherborne. To był czas bardzo intensywnej pracy. Grafik został fantastycznie dopasowany do możliwości Biniaszka, dzięki czemu  udało nam się z uśmiechem przejść przez większość terapii. Dowiedzieliśmy się nowych rzeczy o naszym dziecku, a ciocie nie raz udowodniły nam, że niemożliwe staje się możliwe. 
Turnus rozpoczął się 15 stycznia 2012 r.  w ośrodku Bursztyn w nadmorskich Dąbkach. Już samo wejście do Ośrodka wzbudziło w nas same pozytywne emocje - ciepłe, przytulne, a w dodatku bardzo świąteczne miejsce, miałam wrażenie, że przenoszę się w jakiś bajkowy świat - wszystko tak gustownie dobrane. Ogromna choinka od razu  przyciągała wzrok, a Mikołaj chyba ciężko popracował w Święta, bo spał tak smacznie pod choinką, po nocnej i długiej podróży aż chciało się do niego przytulić.... Niestety ze świata marzeń wyrwał mnie recepcjonista, wręczając klucz do pokoju. Cóż szara rzeczywistość - trzeba przynieść bagaże z samochodu, tak to bywa gdy tatusia zostawiamy w domu....
Turnus się rozpoczął... Czas ruszyć do pracy - bardzo ciężkiej pracy. Sam grafik wyglądał zachęcająco, zajęcia odbywały się prawie przez cały dzień, a w większość z tych dni kończyliśmy aquaterapią tak bardzo lubianą przez Bisia.
Ćwiczenia w wodzie to nie tylko pływanie - to konkretne metody rehabilitacji stosowane oddzielnie lub jako ich kombinacje. Terapia w wodzie jest skutecznym środkiem pozwalającym na nawiązanie kontaktu między terapeutą a dzieckiem. Woda, opływając ciało, dostarcza delikatnych bodźców naszym zmysłom, daje szczególnie dużo wrażeń dotykowych, a jej szum wpływa kojąco na nasz system nerwowy. Zabawy w wodzie są źródłem miłych i łagodnych doznań dotykowych, wzrokowych i słuchowych. 
Na turnusie poznaliśmy nową fantastyczna ciocię. Ciocia Asia - tak na imię ma ta urocza kobieta - od razu wzbudziła zaufanie w Gabrysiu - już na pierwszych zajęciach zasnął w jej ramionach. Cóż woda jednak relaksuje... a wyspać się trzeba, następnego dnia zaczynamy o 9.15, w dodatku od rehabilitacji.
Rehabilitację prowadzi ciocia Ania, to jedna z tych osób, do których na terapie drepczemy zawsze z wielką radością. Mogę  powiedzieć, że zna Biniaszka "od podszewki" - poznali się, gdy Gabryś miał ledwo ponad dwa miesiące, to ona była naszą pierwszą rehabilitantką, ona wycierała wielkie łzy Gabrysia, przytulała, gdy było nam smutno, wiele nas nauczyła i w wielu sytuacjach bardzo nam pomogła. Niestety, od jakiegoś czasu spotykamy się już tylko na turnusach. 
Gabryś na sali ćwiczy ładnie, choć z zasady pod koniec pierwszego tygodnia tak intensywnej rehabilitacji  pojawia się kryzys. Nie zawsze chce poddawać się temu, co inni od niego wymagają, stąd też na jego twarzy mina cierpiętnika....
Zajęcia u logopedy.... tu nastąpiło wielkie zdziwienie, oczywiście nasze. W stosunku do turnusu letniego zupełnie zmieniło się Gabrysiowe nastawienie do zajęć neurologopedycznych. To efekt bardzo ciężkiej, półrocznej pracy z ciocią Gabrysią i  jej wszystkich cennych wskazówek, które staraliśmy się wprowadzać w życie. 
Nigdy nie zapomnę przerażonej cioci i płaczącego Gabrysia... tak ciężko było latem, a teraz Gabryś akceptuje wszystko, co tylko ciocia zaproponuje, przy masażu łapie ją za rękę, żeby nie kończyła... Uwielbiam patrzeć na jego rozanieloną minę, kiedy z zainteresowaniem oczekuje na to, co teraz ta ciocia będzie z nim robić. 
Nie obyło się bez Biniaszkowej przekory - przecież musi pokazać, kto rządzi na terapii... Co tam mama będzie oglądała.
z ciocią nawet picie z kubka jest super :)

Na terapii ręki u cioci Iwonki dużo się działo, ciocia postawiła Bisiowi bardzo  wysoko poprzeczkę, bez buntu się nie obyło, ciocia wymagała - bardzo dużo wymagała od Gabrysia, jego rączki nie zawsze były w stanie sprostać zadaniom postawionym przed nim. W ruch poszły najróżniejsze pomoce:
  • masażery - masowaliśmy dłonie różnymi przedmiotami i fakturami
  • nawlekaliśmy kulki na sznurek
  • przypinaliśmy spinacze (a do tego trzeba mieć dużo siły!)
  • lepiliśmy ciastka z modeliny - ugniatanie, rolowanie
  • malowaliśmy palcami i pędzlami

  • praca rąk na pętlach z klockami
To było dla mnie największe zaskoczenie turnusu, Gabryś chciał przekładać te klocki, wyciągał ręce, łapał klocki - dla dziecka słabowidzącego to naprawdę ciężka praca. Po powrocie z turnusu postanowiłam zakupić Bisiowi taką zabawkę. Mróz -25 stopni, mamusia rusza w podróż do Ikei po zabawkę dziecku. Niestety nie mamy u Gabrysia takiej siły przebicia, Gabryś złapał zabawkę za pętle, po czym podniósł ją do góry i wyrzucił ze swojego pięknego stolika... Ciociu Iwonko pomocy.....

cdn.